Zatrzymała nas policja!



Mimo, że pierwsza noc spędzona na Cyprze pod namiotem była trudna, długo nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego miejsca na rozbicie, a potem było nam barrrdzo zimno i niewiele wtedy spaliśmy, bo po prostu trzęśliśmy się jak osiki; przyjemnie było wstać w pierwszych promieniach nieśmiało zaczynającego grzać słońca. Po szybkiej kąpieli i śniadaniu wyruszyliśmy na podbój wyspy. W wypożyczalni samochodów dostaliśmy świetną mapkę, na której zaznaczone były wszystkie atrakcje Cypru. Postanowiliśmy się nią kierować.

Pierwsze co zwróciło moją uwagę to rosnące po drodze na drzewach cytryny, pomarańcze i mandarynki, wow! Jeszcze wczoraj chodziłam w Polsce w puchowej kurtce, bo zima dopisała i mocno przymroziło, a teraz cieszę się słońcem, ciepłem i cytrusami. Ależ ja tego potrzebowałam po nocy polarnej na Islandii...

                                     

Następnie trafiliśmy w miejsce, które wyglądało niczym krajobrazy Afryki - po prostu sawanna i dumnie brodzące w płytkim jeziorku flamingi. Zawsze chciałam zobaczyć na żywo te różowe stworzenia!



Wiecie, podczas takiej wyprawy namiotowej świetnie zmienia się nasz zegar biologiczny dostosowując się do warunków naturalnych. No bo co tu robić, kiedy robi się ciemno i niewiele już można zobaczyć? Nie usiądziemy przecież wieczorem na kanapie przed telewizorem i nie obejrzymy fajnego filmu. Zazwyczaj w okolicach zachodu słońca szukamy miejsca na nocleg, potem kolacja, rozbijanie i najpóźniej o 22:00 idziemy spać. Tego jednak dnia, straumatyzowani po poprzedniej nocy kiedy naprawdę było nam bardzo zimno, postanowiliśmy znaleźć ustronne miejsce i przespać się w samochodzie.

Ma - sa - kra. Niewygodnie, na szybach od razu osiada wilgoć, w dodatku spaliśmy na jakimś dziwnym polu pośród drzew a w krzakach wyło niezidentyfikowane zwierzę. Zdrzemnęliśmy się dosłownie kilka godzin i jeszcze przed wschodem wyruszyliśmy w dalszą drogę.

Wykończeni, bo była to druga doba praktycznie bez snu, postanowiliśmy więc napić się kawy kiedy zrobi się widno. Ale na Cyprze, kraju który należy do Unii Europejskiej, naprawdę w bardzo niewielu miejscach można płacić kartą, a my nie wymieniliśmy jeszcze gotówki, także na razie musieliśmy obejść się bez kawy.

Zmęczeni, zirytowani ruszyliśmy dalej. W drodze natknęliśmy się między innymi na Zamek w Kolossi. Ciekawy obiekt, wybudowany na początku XIII wieku fort krzyżacki.

Następnie trafiliśmy na starożytny stadion w Kourion, który funkcjonował od II do V w. n. e. Co ciekawe, ruiny stadionu leżą w miejscu, które jest brytyjską eksklawą na Cyprze, to znaczy, że teren ten wyłączony jest spod panowania cypryjskiego i jest zamorskimi terytorium Wielkiej Brytanii, służącym w większości bazom wojskowym, mijaliśmy ich z resztą po drodze kilka.

Nieopodal znaleźliśmy w końcu po raz pierwszy w pełni spełniające wszystkie nasze warunki miejsce na nocleg. Nieco oddalone od głównej drogi, po drugiej stronie słychać było szum morza, czuliśmy się schowani, osłonięci i bezpieczni. Żołądki napełniliśmy kolacją, wcześniej w supermarkecie kupiliśmy ciepłe i miękkie polarowe koce, noc więc zapowiadała się na spokojną i przespaną. Układaliśmy się już do snu kiedy najpierw usłyszeliśmy nadjeżdżający samochód a po chwili dostrzegliśmy migające policyjne światła...

A jeśli chcielibyście dosłownie na własne oczy zobaczyć wszystko to, co opisuję, to kliknijcie tu :)


Komentarze