Po lekkim ataku histerii postanowiliśmy nie tracić urlopu i wykombinować gdzie indziej można się udać, skoro już tak bardzo mnie nie chcą w Omanie. Po szybkiej analizie kryteriami której były ciepło oraz możliwy wjazd bez paszportu, udało mi się znaleźć bardzo tanie bilety już na następny dzień. Po kilku godzinach spędzonych na lotnisku, podczas których wylałam wiadro łez, trzeba się zebrać, przepakować, coś zjeść, przespać i rano ruszamy podbijać świat.
Po wyjściu z lotniska uderzył mnie znowu mróz. Na Islandii zimy są paskudne, wyspę nawiedzają sztormy, trwa noc polarna, jest ponuro i ciemno, wszędzie dookoła zalega śnieg. Na szczęście Prąd Zatokowy czyli Golfsztrom, sprawia, że na Islandii nie jest wcale aż tak zimno jak w Polsce.
Zimą temperatury w Reykjaviku bardzo rzadko spadają poniżej -7 stopni. Za to lata są dużo chłodniejsze, słupki termometrów rzadko przekraczają 15 stopni na plusie. Dlatego tak bardzo pragnęłam zażyć trochę słońca, ciepła, odtajać po zimie.
Następnego dnia po raz kolejny pokonaliśmy trasę na lotnisko, znowu udaliśmy się do stanowiska nadawania dużych bagaży i... Tym razem się udało. Obyło się bez zawirowań, przeszliśmy kontrolę, odprawę, wsiedliśmy do samolotu i odlecieliśmy.
Wylądowaliśmy bardzo późnym wieczorem. Cudownie było wyjść na zewnątrz i poczuć na twarzy podmuch ciepłego powietrza. Już prawie zapomniałam jak to jest! Mieliśmy zarezerwowany w wypożyczalni samochód, namioty, materace i śpiwory, więc pora ruszać na wyprawę. Kiedy odjeżdżaliśmy z lotniska było już po północy. Byliśmy nocą, w zupełnie nieznanym miejscu, w dodatku obowiązuje tam ruch lewostronny. W takich warunkach bardzo ciężko było nam znaleźć odpowiednie miejsce na nocleg pod namiotem. Po prawie dwóch godzinach szukania w końcu udało nam się rozbić w mini lasku/parku. Mimo, że nocą na dworze było około 15 stopni, mieliśmy odzież termoaktywną i ciepłe śpiwory to było nam tak potwornie zimno, że prawie nie zmrużyliśmy oka, dosłownie aż trzęsłam się z zimna!
Rano wstaliśmy, szybki prysznic, śniadanko, złożyliśmy namiot i wyruszyliśmy odkrywać Cypr :)
Po wyjściu z lotniska uderzył mnie znowu mróz. Na Islandii zimy są paskudne, wyspę nawiedzają sztormy, trwa noc polarna, jest ponuro i ciemno, wszędzie dookoła zalega śnieg. Na szczęście Prąd Zatokowy czyli Golfsztrom, sprawia, że na Islandii nie jest wcale aż tak zimno jak w Polsce.
Zimą temperatury w Reykjaviku bardzo rzadko spadają poniżej -7 stopni. Za to lata są dużo chłodniejsze, słupki termometrów rzadko przekraczają 15 stopni na plusie. Dlatego tak bardzo pragnęłam zażyć trochę słońca, ciepła, odtajać po zimie.
Następnego dnia po raz kolejny pokonaliśmy trasę na lotnisko, znowu udaliśmy się do stanowiska nadawania dużych bagaży i... Tym razem się udało. Obyło się bez zawirowań, przeszliśmy kontrolę, odprawę, wsiedliśmy do samolotu i odlecieliśmy.
Wylądowaliśmy bardzo późnym wieczorem. Cudownie było wyjść na zewnątrz i poczuć na twarzy podmuch ciepłego powietrza. Już prawie zapomniałam jak to jest! Mieliśmy zarezerwowany w wypożyczalni samochód, namioty, materace i śpiwory, więc pora ruszać na wyprawę. Kiedy odjeżdżaliśmy z lotniska było już po północy. Byliśmy nocą, w zupełnie nieznanym miejscu, w dodatku obowiązuje tam ruch lewostronny. W takich warunkach bardzo ciężko było nam znaleźć odpowiednie miejsce na nocleg pod namiotem. Po prawie dwóch godzinach szukania w końcu udało nam się rozbić w mini lasku/parku. Mimo, że nocą na dworze było około 15 stopni, mieliśmy odzież termoaktywną i ciepłe śpiwory to było nam tak potwornie zimno, że prawie nie zmrużyliśmy oka, dosłownie aż trzęsłam się z zimna!
Rano wstaliśmy, szybki prysznic, śniadanko, złożyliśmy namiot i wyruszyliśmy odkrywać Cypr :)
Zdjęcie z pinteresta

Komentarze
Prześlij komentarz